niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział XIX

Obudziłam się wtulona w umięśniony tors Damona. O dziwo, nie byliśmy na siłowni, lecz w jego pokoju, w domu Salvatorów. Kiedy Damon spostrzegł, że się zbudziłam uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. 
  - Dzień dobry, śpioszku. - Jego uśmiech był cudowny. Mogłabym godzinami patrzeć na tą twarz.
  - Dzień doobry - Nie udało mi się stłumić ziewnięcia. 
Damon zaśmiał się cicho.  Ja zastanowiłam się chwilę, czy aby na pewno chcę powiedzieć to, o czym myślę. Przygryzłam nerwowo wargę.
  - Damon?
  - Tak kochanie?
  - Boję się.
  - Czego? - Delikatnie marszczy brwi.
  - Że już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz. 
Damon spogląda na mnie spod przymrużonych powiek. Wygląda na zamyślonego. Serce zaczyna mi szybciej bić.
  - Miłość nie jest jak rachunek, który trzeba uregulować, nie daje niczego na kredyt i nie chce słyszeć o rabatach. - Uspokoiłam się po tych słowach. Hm. Gdzieś to słyszałam. No tak!
  - I nawet najgłupsze rzeczy, kiedy jesteś zakochany, zapamiętujesz jak coś najpiękniejszego. Bo ich prostu nie da się porównać z niczym innym. - Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Nie sądziłam, że Damon znajdzie kolejny cytat.* Pocałował mnie zachłannie. Po chwili odsunął się ode mnie i powiedział:
 - Jestem świnią , brutalem, a i tak pozwalasz, bym cię pocałował. Jesteś pełna sprzeczności.


  - Haha, masz rację. Jesteś brutalem. - Damon spojrzał na mnie złowrogo -  Ale i tak Cię kocham.
Nagle Damon znalazł się nade mną.
  - Kochasz mnie? - Zapytał niepewny. W jego oczach znalazłam iskierki buntu. Jakby nie dowierzał moim słowom, jakby nie chciał przyjąć tego do wiadomości - Naprawdę?
Ujęłam jego twarz w dłonie. 
  - Damon, jesteś moim światem, bez względu na to jaki jesteś i kim jesteś - kocham cię. Nic i nikt tego nie zmieni.
Damon znów mnie pocałował. Potem znowu i znowu.
  -Kiedy kończy się miłość, można spodziewać się wszystkiego poza odpowiedzią na pytanie "dlaczego? - Wyszeptał mi do ucha. Otworzyłam oczy i również wyszeptałam:
  - Na to nie ma odpowiedzi. 
  - No dobra, Elena. - Wstał z łóżka i zaczął się ubierać. - Wstawaj, mamy robotę. Nie możemy leżeć tak cały dzień.
Leniwie zwlokłam się z łóżka. Tak wygodna pościel nie pomaga w porannym wstawaniu. Porannym? Jest dwunasta!
Założyłam zapasowy komplet ubrań, który miałam w ich domu. Kiedyś przywiozłam tutaj kilka takich kompletów, by mieć co założyć w nagłych wypadkach. **
Zeszliśmy na dół. Ku mojemu zaskoczeniu Nathalie właśnie szykowała śniadanie.
 Usiadłam obok Damona. Nathalie postawiła przed nami talerz naleśników.
  - Dzięki - Powiedziałam i zabrałam się za jedzenie.
Nath uśmiechnęła się promiennie. Ale w jej oczach tliły się iskierki niepokoju.
  - Jedz, czeka nas ciężki dzień. - Powiedziała z powagą.
  - Dzisiaj? - Spytałam.
Zamknęłam oczy. Usłyszałam jak wzdycha.
  - Dzisiaj, trzeba to zrobić dzisiaj.
~4 godziny później~
  -Mamy wszystko ? - Spytałam Stefana, który pakował broń do samochodu.
  - Chyba tak - Odpowiedział po chwili namysłu. - Broń, krew, ty.
Zaśmiałam się. 
  - Ej! Nie jestem rzeczą! - Naburmuszyłam się 
  - Ale jesteś przydatna. Bez ciebie nam się nie uda.
Przyjemnie rozmawiało się ze Stefanem. Był na prawdę fajny. Dawniej spędziliśmy wiele cudownych chwili. Wsiadłam do samochodu i zamknęłam oczy. Zanurzyłam się we wspomnieniach. Ja i Stefan oglądający komety. Nasze pocałunki, pieszczoty. Nasz śmiech. Nasza radość. Byliśmy szczęśliwi. I w tedy coś do mnie dotarło. Kocham go. Wciąż kocham Stefana. Nie tak mocno jak Damona, ale jednak.
  - Elena, wiesz, co masz robić - usłyszałam zdenerwowaną Caroline. 
Bała się.
Czego?
Śmierci?
A może tego, że zginie ktoś ważny dla niej?
Nie bój się Caro. Będę z tobą. Nikt nie zginie. Obiecuję. Nie pozwolę nikomu zginąć.
Damon zajął miejsce kierowcy. Ja siedziałam z przodu. Nathalie, Klaus i Caroline siedzieli z tyłu. Stefan, Rebekah i Bonnie z Jeremim jadą drugim samochodem. Nie chciałam ciągnąć Jeremiego. Bałam się, że coś mu się stanie. 
Zamknęłam oczy. Przywołałam Powietrze.
,, Ethanie, przybądź na polanę, gdzie wszystko się zakończy. Mam dość cierpienia i niepewności. Zakończmy to''
  - Będzie wiedział, o jakie miejsce ci chodzi? - Damon wyrwał mnie z zamyślenia.
Przytaknęłam
 - Na pewno.
Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam głowę. Caroline próbowała dodać mi otuchy.
Byliśmy już na miejscu. Pierwsi. 
  -Co ma być to będzie. - Powiedziałam i wysiadłam z auta.
~Klaus~
Bałem się. Ja, Pierwotna hybryda. Ten, którego boją się wampiry i wilkołaki. Ten, który zabił wielu ludzi - boi się. Ale nie boję się o siebie. Boję się o Caroline. O tą małą, bezbronną istotkę, która jest dla mnie tak ważna. Nie mogę pozwolić, by umarła.
~Stefan~
Bałem się. Wszyscy się baliśmy. Cieszyłem się. Cieszyłem się, że nie zabrałem Alexi. Niewiele osób wie, że jest dla mnie ważna. Poznaliśmy się na  lodowisku. Spotkaliśmy kilka razy. Była dla mnie bardzo ważna. 4 lata wcześniej została przemieniona. Zmienił ją Kol- brat Klausa. Ale Elena wciąż nie była mi obojętna. Nadal mała część mojego serca żywi do niej gorące uczucie. Ale pogodziłem się z porażką. Wybrała Damona. 
~Damon~
Trudne zadnie czeka moją księżniczkę. Boję się, że coś może jej się stać. Moje małe, dzielne kochanie. Dasz radę, wierzymy w ciebie. A co jeśli to jej coś się stanie? Jeśli nie dam rady jej ocalić? Nigdy sobie tego nie daruję. 
~Jeremy~
Nie boję się. Chyba jako jedyny z tej paczki. Nie obawiam się śmierci wierzę, że nam się uda. Dobro zawsze wygrywa, prawda?
~Bonnie~
Jeremy nie wygląda, jakby się bał, mimo , że to on jest bezbronny. Nie powinno go tutaj być! Zachowuje się jak dzieciak. Dzieciak który powinien siedzieć przed telewizorem, a nie walczyć z nami. O siebie się nie martwię. Dam radę.
~Caroline~
Ja tam się nie boję. Jak umrę - trudno. Na pewno będą o mnie pamiętać. Klaus? Jest nieśmiertelny. Myślę, że sobie poradzi.Mała cząstka mnie i tak się obawia. A co jeśli znajdą sposób, by się go pozbyć? On i Elena są tu najpotężniejsi. Wróg będzie chciał się ich pozbyć.
~Rebekah~
Co ja tu robię? Mogę zginąć. Nie powinno mnie tu być. Dlaczego mam narażać życie dla niej? Tak, tak, dla dobra ludzkości. Gadka szmatka.
~Nathalie~
Elena sobie poradzi. Nawet jeśli ktoś zginie pozbiera się i pokona Ethana. Dała mi nadzieję na lepsze życie. Moja kochana Elena. Cieszę się, że ją poznałam.
~Elena~
Ustawiliśmy się w szeregu. Z oddali zaczęła się wyłaniać grupa ludzi. Nadszedł czas.

________________________________
19 rozdział... ;) Przygotowania do walki... Rozdział 20 będzie opisywał przebieg walki. Potem Epilog. Będę płakać podczas pisania, to jest pewne.
* cytaty z filmu ''3 metry nad niebem''

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział XVIII cz.2

~Elena~
Stałam przed starym budynkiem siłowni. Nie bez powodu wybrałam właśnie to miejsce.Co z tego, że mam moce, skoro fizycznie jestem do niczego. Mogę zablokować Ethana, ale on zaraz się uwolni, nie zdążę uciec, ani nic. A kogo najlepiej poprosić o coś takiego. Najbardziej chciałabym Alarika, ale on... niestety, nie ma go. Ani innych, których potrzebuję. Dlatego najlepiej było poprosić o to Damona. Mam nadzieję, że jest cierpliwy. Weszłam do środka i usiadłam na jednym z materacy. Po chwili usłyszałam dźwięk parkującego samochodu. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam niebieski Chevrolet Damona. Spojrzałam na zegarek. 5 minut przed czasem. Ech, a ja chciałam mieć powód, żeby na niego nawrzeszczeć. Trudno, jakoś przeżyję. Zaśmiałam się pod nosem. Uwielbiałam się z nim droczyć.
  - Jesteś wcześniej - krzyknęłam wychodząc przed drzwi siłowni.
 Damon szarmancko wzruszył ramionami.
  - Nie chciałem dostać bury za to, że się spóźniłem.
Zaśmiałam się, ale postanowiłam zgrywać niewiniątko.
  - Ja? Ja miałabym na Ciebie nakrzyczeć? Chyba mnie z kimś pomyliłeś.
Weszliśmy do środka.
  - Co ty w ogóle chcesz robić? - spytał z zaciekawieniem.
  - Nie wiem, Damon. Po prostu.. poczułam, że nie mogę być bezbronna.
Mój trener parsknął śmiechem.
  - Bezbronna? Proszę. Masz żywioły do pomocy, nie?
  - Tak, ale .. no wiesz.. nie mogę polegać tylko na nich. Chcę coś umieć.
Damon zastanowił się przez chwilę.
  - Mam pomysł. Nie chcesz być bezbronna, tak? W porządku. Damy radę.
Widziałam radość w jego oczach. Przestraszyłam się. Co on kombinuje?
  - Zamknij oczy - Damon zachował powagę.
Posłusznie zamknęłam powieki. Otoczyła mnie przyjemna ciemność.
Damon , aby mieć pewność, że nie oszukuję zakrył je dłońmi.
  - Przywołaj żywioły. - Chciałam zaprzeczyć, ale nie dał mi dojść do słowa.- Zrób to, co ci mówię.
Westchnęłam, ale zrobiłam tak jak chciał. Wodo, Powietrze, Ogniu, Wodo i Duchu przybądźcie do mnie. Możecie być mi potrzebni.
  - Wytęż słuch - usłyszałam jego głos. - Uważaj, teraz będziesz musiała zmierzyć się ze mną. Ja nie należę do tych litościwych, wiesz o tym. - Przytaknęłam. rzeczywiście. Forów to ja nie dostanę. Da mi niezły wycisk.-Ja mam do wykorzystania jedynie swoje fizyczne strony. Spróbuj zablokować mój atak przy pomocy wszystkiego co masz.
Wsłuchiwałam się w otoczenie. Damon cofnął się o trzy kroki. Podniósł coś.Wyobraziłam sobie tę salę i to, co trzymał teraz w ręku. Przedtem na materacu, obok którego stał stała ,,rurka'' na którą nakłada się odważniki. Słyszałam jak unosi ją do góry, na wysokość barków. Obraca ją w dłoniach. Nagle czuję jak metalowa, ciężka rurka leci w kierunku mnie. Oczy wciąż miałam zamknięte.
  - Powietrze! - Tyle zdążyłam powiedzieć nim ów przedmiot uderzyłby we mnie. Tak się jednak nie stało. Otworzyłam oczy. Półmetrowa rura na odważniki leżała tuż przede mną. Powietrze stawiło opór sile Damona i sprawiło, że spadła na ziemię.
  - Wow - byłam zaskoczona swoimi możliwościami.
Damon podszedł do mnie. Był bardzo blisko mnie. Ujął moją twarz w dłonie i wyszeptał:
  -Eleno, nie musisz nic ćwiczyć. Jesteś gotowa. Wierz mi, ten kto z tobą zadziera, długo nie pożyje.- uśmiechnął się delikatnie.
   - Dlatego miej się na baczności - powiedziałam równie cicho. Odwzajemniłam uśmiech.
Nasze usta powoli się do siebie zbliżały. Jakby nie znały zamiarów drugiej strony. Po chwili Damon mając dość niepewności pocałował mnie delikatnie. Odwzajemniłam pocałunek, który po chwili stawał się coraz bardziej zachłanny i namiętny.Jego dłonie wędrowały po moim ciele szukając odpowiedniej drogi do wspólnego szczęścia.Moje palce wplotły się w jego bujne, czarne włosy. Chciałam być tak blisko niego, jak to tylko możliwe. Nagle Damon odsunął się ode mnie. Byłam zaskoczona.
  - Coś...
  - Cii- położył mi palec na ustach, bym nic nie mówiła. Kiedy zobaczył, że się nie odzywam odsunął palec.  - Muszę ci coś powiedzieć, Eleno. To bardzo ważne. 
Spojrzał mi głęboko w oczy próbując dosięgnąć mojej duszy. 
  - Kocham cię - wyszeptał tak cicho, że prawie go nie zrozumiałam. - Kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć. Mimo to wierzę, że ci się uda, a wtedy - będziemy na zawsze razem. Ale tylko jeśli ty też tego chcesz.
  - Damon - pokręciłam głową. Jego oczy posmutniały, choć starał się to ukryć- Nie wierzę, że dopiero teraz mi to mówisz. Też tego chcę. Kocham cię, bardzo cię kocham. 
Kiedy to usłyszał pocałował mnie mocno. To był długi i namiętny pocałunek. Po chwili stał się nawet brutalny. Ale nie przeszkadzało mi to. Damon zaczął rozpinać moją bluzę. Po chwili byłam w samej bieliźnie, a on w bokserkach.
  - Chcesz tego? - spytał w przerwie między pocałunkami.
  - Tak - tylko tyle byłam w stanie wyszeptać.
Nasze ciała stały się jednością, jednak wciąż miałam wrażenie, że są za daleko. Straciłam orientację, gdzie kończy się moje ciało, a zaczyna jego. To nie miało już znaczenia. Liczyło się tylko tu i teraz. Tu i teraz już na zawsze. Na zawsze razem ze sobą. Always and forever <3
_________________________________

Cz.2 rozdziału 18. Fajny? W sumie nic nadzwyczajnego. Delena <3
Rozdział dedykuję Natalce O, która przełamała swoją niechęć do Damona i przeczytała wszystkie rozdziały! Dzięki Natalcia :*
Ogłoszenia parafialne:
Zostały 2 godziny do końca sondy. 3 głosy są na tak i 2 na nie. A ma być co najmniej 10, żebym napisała ponad 20 rozdziałów... Kolejny dowód na to, że nie chcecie tego czytać. ;(
DelenaStory

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział XVIII cz.1


Bałam się. Cholernie się bałam. Zdziwiłabym się, gdybym znalazła osobę, której by nie zależało. Która nie przejmowała by się utratą przyjaciela. Albo mój przyjaciel- albo tysiące ludzi na świecie. I weź tu wybierz! Kto byłby w stanie podjąć właściwą decyzję? Nie chciałam nikogo tracić.
  - Czyli mamy już pewne informacje- Nathalie zaczęła swoją przemowę -  Ogromne skupisko mocy Eleny pomoże nam pokonać Ethana - Chyba przełamała swój strach co do jego imienia - W ten sposób uratujemy tysiące żyć. Ale stracimy kogoś nam bliskiego. Ta osoba zapewne będzie bardzo bliska Elenie. - Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem - Przykro mi
Poczułam dłoń Bonnie na ramieniu. Spuściłam wzrok, a dłoń strzepnęłam. Przecież to mogła być ona! Bonnie, albo Damon. Caroline lub Stefan. Nathalie lub Klaus. Choć to mało prawdopodobne na pewno realne.Postanowiłam nie tracić czasu na głupie rozmyślania. Nic mi to nie da. Nie uratuje mi przyjaciela.
  - Wychodzę! - rzuciłam krótko.
Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer.
~Damon~
Włóczyłem się bez celu po okolicy. Karmiłem się to tu, to tam. Na szczęście w okolicy było sporo ciemnowłosych - to one mają najlepszą krew. Krew blondynek jest taka... pusta i mało sycąca.
Moich uszu dobiegła jedna z piosenek Pitbulla. Nie wiem dlaczego jest na mojej liście znośnych piosenek XXIw. Odebrałem telefon. Ku mojemu zaskoczeniu nie dzwonił Stefan, tylko Elena.
  - Cześć Damon- usłyszałem jej słodki głosik - Czy moglibyśmy się spotkać przy starej siłowni?
Głoś miała niepewny. Jakby nie wiedziała, czy dobrze robi prosząc mnie o to. Znów się zdziwiłem. Siłownia?
  - Dlaczego akurat tam? - spytałem zaciekawiony.
  - Mam prośbę... Wytrenujesz mnie? Nie chcę być bezbronna. Proszęee...
Chyba naprawdę jej na tym zależało.
  - Dla ciebie wszystko- cholera. Po co ja to mówiłem?
Uczucia nie pasują do Damona Salvatore. Nie jestem Stefanem! Zaczynam się zastanawiać nad wyłączeniem emocji. Żeby przywrócić dawnego mnie.
  - Dzięki Damon! Mam ochotę cię wycałować!- zaśmiała się
Po raz trzeci mnie zaskoczyła.
  - Hm. Zawsze do usług. - Nawet nie zauważyłem, że na mojej twarzy maluje się delikatny uśmiech.
  - Za piętnaście minut chcę Cię widzieć przed siłownią!
Ona się rozłączyła, a ja wybuchłem ogromnym śmiechem
____________________
Rozdział taki... lekki. Niewiele się dzieje. Dlatego jest to jedynie cz.1. W drugiej będzie się działoo xD Wiecie czemu? Skojarzcie fakty. Ja Wam nie powiem, sami się domyślcie, co komu się stanie :P



piątek, 29 marca 2013

Rozdział XVII


Byłam w ogromnej euforii.  Mimo trudnych wydarzeń w moim życiu, byłam szczęśliwa. Ale coś, jakieś przeczucie kazało mi być ostrożną. Siedziałam razem z Nathalie i Bonnie w ogromnym salonie Salvatorów i szukałam wskazówek na temat Ethana. Dziewczyny oczywiście się dołączyły. Ja szukałam w internecie, wśród legend indonezyjskich, a  Bonnie informacji w swojej Księdze Czarów. Nathalie używając swojej mocy raz po raz znikała, to znów się pojawiała.
   - Co ty robisz? – zapytała ją pewnego razu Bonnie
  - Oh, rozmawiam z uczestnikami Rady- tłumaczyła się- niektórzy mieli do czynienia z Ethanem, może coś wiedzą, nie sądzicie.
Przytaknęłam. Rzeczywiście, mogą coś wiedzieć. Ba! Na pewno coś wiedzą. Po długim czasie poszukiwań Bonnie znalazła coś ciekawego. Pokazała nam pewien pentagram. Każda z jego części przedstawiała , hm.. cząstkę mnie w pewnym sensie.

Zdziwił mnie fakt, że żywiołów jest pięć.
  - Ale, Bonnie, czy żywioły czasem nie są cztery? Co ma oznaczać duch?
Bonnie zastanowiła się przez chwilę nad odpowiedzią. Nathalie znów zniknęła.  Niebawem wróci, pocieszałam się w duchu.
  -  Na świecie najbardziej znanymi żywiołami jest : ogień, woda, ziemia i powietrze. Niewiele osób wie, że istnieje też piąty żywioł- palcem wskazała na górne ramię pentagramu – Duch mimo, że jest najmniej znany, jest chyba najpotężniejszy.
  - Jakim cudem najpotężniejszy? Co on może zrobić? Ziemia może cię przygnieść, Woda utopić, Powietrze udusić a Ogień spalić. A co może zrobić Duch? Bez sensu – Jej wyjaśnienia wydawały mi się nielogiczne.
  - Duch może spowodować poważne rany na wrogu. Owszem, nie fizyczne, ale psychiczne. Przed bólem fizycznym w pewnym stopniu jesteś w stanie się obronić. Ale jak się obronisz przed brakiem pewności siebie? Przy pomocy Powietrza możesz stać się niewidzialna! Wiesz jakie to zarąbiste?! – Wyglądała na zazdrosną. Szczerze mówiąc mam super zdolności. Ale to co mnie czeka już nie było takie super.
  - A co ze środkiem? – Zaciekawił mnie również napis Wróg na samym środku pentagramu.
Bonnie przez chwilę czytała coś w księdze. Nim skończyła Nathalie wróciła, ale bez wieści. Nie była zaskoczona informacjami które jej przekazałyśmy. Od dłuższego czasu podejrzewała to, ale nie miała żadnych dowodów. Jej przypuszczenia się potwierdziły.
Za oknem padał deszcz. Codziennie było coraz cieplej. Z takim tempem śnieg niebawem się rozpuści. Żałowałam. Tak bardzo lubiłam śnieg. A niebawem miało go zabraknąć, a wszędzie gnie leżał byłoby błoto. Fuj! Nienawidzę błota, a jeszcze bardziej się w nie przewracać.
  - Ziemia do Eleny! – Bonnie pomachała mi dłonią przed twarzą, zeby zwrócić moją uwagę.
  -Co ?- spytałam głupio
Dziewczyny popatrzyły na mnie z dezaprobatą.
  - Domyślam się co ten ,,Wróg’’ może oznaczać. – Nathalie popatrzyła na mnie z powagą – Wiedźmy troszkę mi pomogły. Dobrze, że zapisały wszystko, co wiedzą. Wróg umiejscowiony jest w środku, ponieważ tylko zjednoczona moc żywiołów jest w stanie go pokonać.
 - Jak?
 - Przez złość. Niebawem stracisz kogoś bardzo ci bliskiego. Prawdopodobnie nie będziesz w stanie go uratować. Ta złość da ci wyjątkową moc. W tedy będziesz w stanie go zabić.
Przede mną trudne zadanie. Nie wiem, czy mu podołam. No i jeszcze kogoś stracę! A jeśli to będzie Damon? Albo Bonnie? Żadne  moich przyjaciół nie może umrzeć. Dlaczego ja?! Dlaczego my musimy tak cierpieć?
________________________________________
Kochani!
Jest nowy rozdział. Wyniki dzisiejszej sondy wykażą, kto umrze. Mam nadzieję, że Wam się spodoba... Mam dla Was też ważną wiadomość. Prawdopodobnie dotrę do 20 rozdziału i zakończę tego bloga.  Może do 25 jak dobrze pójdzie. Dlaczego? Bo nie widzę efektów. Nie komentujecie, nie przychodzicie. Jaki jest sens pisać to dla nikogo? Żaden. Pod rozdziałami 1 lub 2 komentarze. Jak pójdzie dobrze to może 5.  Jestem aż tak kiepska? Wstawiam kolejny rozdział a pod poprzednim 2 komentarze! To nie jest przyjemne i świadczy o tym , że po prostu jestem okropna. Więc nie widzę sensu dłużej tego ciągnąć.
PS. Pod zaznaczonym słowem pentagram jest jego zdjęcie
DelenaStory 

wtorek, 26 marca 2013

Podrozdział : Klaroline i zakończenie Forwood

~Caroline~
Elena wróciła i czuje się dobrze. Mało tego , osiada nowe zdolności.Mam nadzieję , że będę mogła trochę odetchnąć. Pożegnałam wszystkich i powiedziałam im , że wracam do domu. Byłam bardzo zmęczona. Klaus zaoferował , że mnie podwiezie. Zgodziłam się. po drodze prawie wcale nie rozmawialiśmy. Było mi z tym dobrze. Rozkoszowałam się ciszą. Kiedy dotarliśmy na miejsce zaproponowałam , by wszedł do środka. Weszliśmy do salonu  , Klaus usiadł na kanapie , a ja poszłam do kuchni po woreczek z krwią.
  - Też chcę! - usłyszałam głos Klausa
Przewróciłam oczami i wzięłam jeszcze jeden woreczek. Zasłużył. Usiadłam na kanapie obok niego i wręczyłam nagrodę.
  - Masz już sukienkę? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem
  - Hę?
Musiałam głupio wyglądać, bo Niklaus wybuchnął śmiechem.
  - Cóż, w takim razie przypominam Ci, że został jedynie tydzień do balu noworocznego.
  - Na śmierć zapomniałam!
  - Nie wzywaj śmierci , bo jeszcze ci odpowie. A wracając do tematu - masz sukienkę? Bo wiesz...
  - Nie mam sukienki. Ojć, boję się tego twojego błysku w oku. Co zrobiłeś?
Oczywiście, ta mina niewiniątka. Nie dam się na to nabrać. Boże, a jeśli on kupił mi sukienkę?
  - Nic nie zrobiłem, kochana- Spiorunowałam go wzrokiem. Dobrze wie, że ma mnie tak nie nazywać.
Odpakowałam woreczek i upiłam łyk krwi. Ciepło zaczęło rozchodzić się po moim ciele dając uczucie niezwykłej siły. Miałam wrażenie, że mogę zrobić niemalże wszystko. Spojrzałam na etykietę w poszukiwaniu grupy krwi. Tak jak myślałam, popijałam swoją ulubioną AB+ . Po tak ciężkim dniu dostałam porządnego kopa energii. 
  - Co zrobiłeś? - nie dałam się nabrać na te jego gierki
  - Aleś ty uparta. To miała być niespodzianka.
  -Co? - bezlitośnie mu przerwałam - CO TY  ZROBIŁEŚ?
A tyle razy mu powtarzałam, że ma mi nic nie kupować! Tyle razy prosiłam. Cóż, do niektórych osób nic nie dociera.
~Tyler~
Od dłuższego czasu nie miałem kontaktu z Caroline. Prawie wcale się nie spotykaliśmy, nie rozmawialiśmy. Nie wiem co się z nią dzieje. Dlatego postanowiłem do niej pojechać. Mało tego. Chcę zabrać ją na bal sylwestrowy.
  Wziąłem kwiaty do ręki i wyszedłem z mieszkania. Kiedy dotarłem na miejsce zobaczyłem coś dziwnego. Czyjś samochód. Wyglądał dziwnie znajomo. Klaus! Może jej coś zrobił. Czym prędzej wbiegłem do mieszkania. Zrobiłem to cicho, może mnie nie usłyszy. Sam użyłem wampirzego słuchu, by dowiedzieć się co nieco o tym, co chce zrobić. Okazało się, że Caroline nie potrzebuje  mojej pomocy, ani mojego towarzystwa. Świetnie bawi się z Niklausem. Czułem, że moje serce pęka. Nie, to ona je złamała. Wsłuchałem się w ich rozmowę.
  - Wiesz, Klaus.. Ja... będę musiała porozmawiać z Tylerem.
Obawiałem się najgorszego.
  - O co chodzi? - Klaus wydawał się być zaciekawiony
Słyszałem przyspieszony oddech Caroline. Wzięła głęboki oddech dla uspokojenia.
  - Klaus, widzisz... bo ja... Ja już nie mogę. Nie mogę z nim być, bo musiałabym go wciąż oszukiwać. Od dawna nie miałam z nim kontaktu. Jakby mu nie zależało... 
Nie wytrzymałem. Ujawniłem się. Ona uważa, że mi niezależy dlatego obściskuje się po kryjomu z dupkiem , który zrujnował mi życie?!
  - Gdyby mi nie zależało nie byłoby mnie tutaj. A to, że jesteś tutaj z nim, oznacza, że to Tobie nie zależy na Nas. Mam rację?- Byłem wzburzony, a Caroline zaskoczona. Szybko jednak się opanowała.
  - Cóż to za święto, że dałeś jakiś znak życia?
Klaus uśmiechnął się pod nosem widząc, że Caro ma zamiar walczyć o swoje.
- Stęskniłem sie za tobą. Nie chciałem się odzywać, bo pomyślałem, że zazdrosny Klaus  przypomni sobie o tobie i znów zrujnuje mi życie!
Caroline wstała i stanęła twarzą w twarz ze mną. Nasze wściekłe twarze dzieliły jedynie centymetry.
  - On przywrócił uśmiech na moją twarz, czego ty nie zdołałeś zrobić! To nie on rujnuje życie, tylko ty! Wiesz, że Elenie groziło niebezpieczeństwo? Nie było Cię, gdy Cię potrzebowałyśmy! A Klaus był tam gotowy chronić mnie i Elenę! A teraz wynoś się z mojego domu! Nie chcę Cię znać!
Nie tego się spodziewałem. Myslałem, że zacznie płakać, przepraszać i wyznawać miłość. Nie wiedziałem, że wszystko obróci się przeciwko mnie. To koniec. Koniec Forwood i jak widać początek Klaroline. Ja i Caroline prawdopodobnie nigdy nie będziemy razem.

______________________
Heej kochani!
Jestem tutaj po niewyobrażalnie długiej przerwie. Podrozdział Klaroline już za nami.Jutro, bądź pojutrze dodam nowy rozdział. A oto kolejność kolejnych podrozdziałów :
Jeremy & Bonnie
Stefan & Alexi 
Stefan & Rebekah
Możliwe, że jeszcze
Elijah & Katherine
To na tyle. Mam nadzieję, że podrozdział się podoba ;)

piątek, 15 marca 2013

Rozdział XVI

Wróciłam do domu. Nikomu nic się nie stało. Na szczęście. Wszyscy żyją i mają się dobrze. Muszę jeszcze zrobić 2 rzeczy. Przedyskutować z nimi to co się wydarzyło w tej nieszczęsnej chacie i porozmawiać z Damonem . Nie mogę tego dłużej odkładać. 
  - Eleno , może łaskawie mi wyjaśnisz jakim cudem byłaś odporna na jego ból?- zapytał zaciekawiony Niklaus. 
Zamyśliłam się przez chwilę nad odpowiedzią.
  - Odkąd... wróciłam mam dziwne moce. Wiem , kiedy ktoś mnie okłamuje. Ale o tym wiecie.Dzięki tej zdolności zdecydowałam się powierzyć Wam mój sekret. Mogę też... panować nad żywiołami. Dosłownie.
Caroline prychnęła z kąta. Rozejrzałam się po pokoju. Gdzie jest Rebekah?
  - Panować nad żywiołami?  Bez przesady , w to nie uwierzę - powiedziała uśmiehając się do mnie przepraszająco.
Skinęłam z uznaniem głową i również się uśmiechnęłam. Wiedziałam jak ich przekonać.
  - Chodźmy na zewnątrz. Pokażę wam coś
Wszyscy wymaszerowali za mną. Nikt nie rzucał zbędnych komentarzy , nie kpił. Wszyscy wyglądali na zamyślonych.  Stanęłam w największym śniegu - tam , gdzie sięgał mi do kolan.
  Wodo , proszę rozpuść śnieg w tym miejscu. Po chwili śniegu już nie było , a woda wsiąkła w glebę. Spojrzałam na pozostałych. Patrzyli na mnie z rozdziawionymi buziami. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Ukucnęłam przy ziemi i poprosiłam ją, by pozwoliła wyrosnąć w tym miejscu pięknej czerwonej róży. Nie minęła chwila jak naszym oczom ukazał się przepiękny kwiat. 

  - Piękne - usłyszałam cichy szept Bonnie.
Spojrzałam na nią. Wiatr roztrzepał jej włosy ,a nos miała czerwony z zimna. Ogni , proszę , ogrzej nas tego zimnego popołudnia. Wszyscy natychmiast się uśmiechnęli.
  - Fascynujące - szepnął Stefan.
Rzeczywiście , to co potrafiłam zdziałać było zaskakujące. Podejrzewałam również , że to dopiero początki moich odkryć.
  - Mogę coś spróbować - zapytałam , gdyż chciałam sprawdzić swoje możliwości.

  - Oczywiście - Nathalie z entuzjazmem pokiwała głową
Wzięłam głęboki oddech. Staliśmy na ogromnym polu , gdzie od najbliższego domu dzieliło nas około 3 kilometrów. Uniosłam ręce do góry. Ogniu , ogrzej nas , by smagający wiatr i chłód zimy nie osłabiały nas. Wodo rozpuść śnieg na tym polu , ale niech on nie wsiąka glebę. Chwilę potem staliśmy po kolana w ciepłej wodzie. Nie było to nieprzyjemne uczucie. Czułam się jakbym weszła do basenu , albo jacuzzi.
 - Wodo , zrób nam przejście przez środek swego oceanu niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem.- Zamknęłam oczy , a gdy je tworzyłam wody rozstąpiły się - Dziękuję. Ziemio , proszę wchłoń w siebie całą wodę . Dziękuję jeszcze raz.

Odwróciłam się twarzą do pozostałych. Większość stała z rozdziawionymi buziami , tylko Nathalie uśmiechała się dumnie.
  - Wiedziałam , że stać cię na wiele.
Wiedziałam , że nie ma nikogo takiego jak ja.



środa, 13 marca 2013

Rozdział XV

Żywioły dodawały mi otuchy. Potrzebowałam jej , bo znajdowałam się w nieznanym sobie miejscu.
ŚMIERĆ ZAPOCZĄTKUJE ŻYCIE
Te słowa cały czas huczały mi w głowie. O co w tym chodzi? Nagle dostałam olśnienia. To nie jest w cale trudne. Wystarczy trochę logiki , bo połapać się w tym wszystkim. Haha! Logika i magia. Ciekawe połączenie. Ale rozwiązanie tej zagadki wcale mi się nie podobało. Ktoś umrze. Ktoś bardzo mi bliski. Ale tak nie może być! Nie wyobrażam sobie życia bez któregoś z moich przyjaciół. 
  Z powodu natłoku myśli nie zdawałam sobie sprawy z tego , gdzie jestem. A byłam... na cmentarzu. Tam , gdzie ma być pochowana moja głupota i lekkomyślność. Muszę wracać. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Zamknęłam oczy i przeniosłam się do realnego świata.
~Damon~
Elena leżała bezbronna na podłodze. Gdyby koleś nie był niezniszczalny zabiłbym drania. Nie byłem w stanie się ruszyć. Cały czas wpatrywałem się w Elenę.
  - Co jej zrobiłeś? - wrzasnąłem na Ethana
On tylko wzruszył ramionami. Miałem tego dosyć. Skinąłem na Jera  , a ten posłusznie podszedł do Eleny. Ja i Klaus mieliśmy zająć się Ethanem. Z wampirzą prędkością i siłą natarłem na Ethana. Klaus po chwili poszedł w moje ślady , choć nie tak ochoczo. Ethan pozwalał byśmy go bili i kopali i nic sobie z tego nie robił. Po prostu leżał. Wkurzyłem się jeszcze bardziej. Złamałem jedną z nóg stołu i wepchnąłem w sam środek jego brzucha. Teraz to on się wkurzył. Nagle ogarnął mnie ogromny ból. Nie byłem w stanie ruszyć się , mówić , ani płakać. Bezbronny upadłem na kolana. Po chwili Klaus też osunął się na kolana. Przegrałem. Mam tylko nadzieję , że Jeremy uciekł z Eleną , że będzie bezpieczna. Ethan stał pochylony nade mną ze złośliwym uśmiechem na twarzy. 
 - Boli , prawda- zapytał , a dawka bólu zwiększyła się.
Niespodziewanie ból zniknął. Podążyłem za wzrokiem dręczyciela. W drzwiach stała moja Elena. Cała i zdrowa. ,,Na razie'' - pomyślałem ze smutkiem. Nie powinna była tu przychodzić. Może zginąć i nie wiadomo , czy Nathalie ją uratuje.
~Elena~
Stałam w progu patrząc w puste oczy wroga , a ten spoglądał na mnie  w osłupieniu. Zrobiłam krok do przodu. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam Damona i Klausa. Wyglądali koszmarnie , nie można było ich nazwać okazem zdrowia. 
  - Co im zrobiłeś?!- wrzasnęłam
Choć na zewnątrz wyglądałam na spokojną i opanowaną to w środku wszystko się we mnie gotowało ze wściekłości.
  - Nauczyłem ich szanować lepszych- powiedział z uśmiechem?
  - A czy ty szanujesz mnie? To oczywiste , że nie , więc nie ucz ich rzeczy do których sam się nie stosujesz. - powiedziałam spokojnie.
Ethan wysłał w moją stronę potężną siłę bólu. Ale ja byłam przygotowana na coś takiego. Poprosiłam wiatr , by rozwiał jego moc i tak jego zdolność stała się bezsilna. Zrobiłam kilka kroków w stronę moich bohaterów. Jednak po chwili się zatrzymałam i spojrzałam w zimne oczy mordercy. 
  - A teraz - powiedziałam łagodnie - Pozwolisz nam w spokoju odejść
Klaus podniósł się z podłogi i pomógł Damonowi wstać , czym bardzo mnie zdziwił. Razem wyszli z domku. Ja również zamierzałam wyjść ,  ale będąc już w progu odwróciłam się i szepnęłam 
  - To wcale nie musi tak wyglądać , Ethan. 
Zamknęłam oczy i wymaszerowałam z tego przeklętego domu. 
~Nathalie~
Katherine opowiadała niestworzone historie. Nic nie trzymało się kupy. Ona przespała się z Nim , On powiedział jej , że ktoś ważny dla Eleny musi umrzeć , by mogła go pokonać , a teraz tu przychodzi. Nagle usłyszałam dźwięk kół wjeżdżających na podjazd. Inni tez to usłyszeli , bo pobiegli w stronę okna , a ja - w stronę drzwi. Wybiegłam na zewnątrz. Na szczęście Elena była cała i zdrowa. W przeciwieństwie do Klausa i Damona. Oni nie wyglądali najlepiej. 
  - Natahlie - krzyknęła Elena i wpadła mi w ramiona. 
  - Cieszę się , że cię widzę - usłyszałam głos Caroline
Elena przytuliła się do przyjaciółki.
  - A mnie kto przytuli ? - spytał zbulwersowany Damon 
Elena zaśmiała się cicho i objęła go. Damon odwzajemnił uścisk.
  - Dziękuję - szepnęła - bez Was nie dałabym rady 
  - My tu gadu - gadu , a ja chcę wiedzieć , jak ty to zrobiłaś - Klaus oczywiście przerwał nasze ,,czułości''
Ale miał rację. Musimy wiedzieć co się stało.
__________________________
Napisałam. Udało mi się ;) Internet nadal mi nie działa , ale sobie poradziłam. Chyba nic nie stoi na przeszkodzie , żebym dalej pisała. Czekam na Wasze komentarze.